• 1
  • 2
  • 3
  • 4

ks proboszcz zbigniew suchecki

Ks. Zbigniew Suchecki

Jednym z istotnych pytań, które zadajemy sobie jako duszpasterze jest: jak to jest możliwe i jakie są przyczyny, że choć 92% Polaków deklaruje się jako katolicy, to jednak wszelkie badania socjologiczne pokazują, że wielu z nich jest przeciwnych nauce Jezusa.

 

Według tych badań tylko 72% wierzy w Boga, a w piekło tylko 41%, a aż 60% uważa, że Dekalog nie jest w ich życiu przestrzegany, popierają i praktykują rozwody, wolne związki, eutanazję, aborcję. Niedzielną Mszę św. systematycznie praktykuje w Polsce poniżej 50%, w Warszawie 20%, a w naszej parafii tylko 15%. Czy odrzucając część nauki Jezusa Chrystusa, podstawowe elementy doktryny chrześcijańskiej i nauczania moralnego można nadal uważać się za katolika, czyli za wyznawcę Jezusa Chrystusa? Nie tylko w naszych czasach, ale też na przestrzeni wieków, wielu uważało się za członków Kościoła bez głębszej refleksji nad znaczeniem swojego powołania chrześcijańskiego, a przyjmując jedynie pewne obyczaje chrześcijańskie. Nie sposób nie zauważyć, że obyczaj święcenia potraw Wielkanocnych przyciąga ogromne tłumy osób, z których znaczną część zazwyczaj trudno zobaczyć na niedzielnej Mszy świętej.

Cały rok jest oparty na różnego rodzaju świętach, jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wszystkich Świętych i często przeżywany przez wielu jedynie na poziomie obrzędów lub zwyczajów. Wiemy, że dla właściwego funkcjonowania społeczeństwa potrzebna jest moralność, zasady i normy moralne. W naszej rzeczywistość są one również zaczerpnięte z chrześcijaństwa, ponieważ cywilizacja europejska opiera się na korzeniach chrześcijańskich. Ludzie wiedzieli i wiedzą, że nie wolno kraść, zabijać, że trzeba szanować ojca i matkę, chodzić do kościoła. Ale istotą wiary jest duchowy i autentyczny związek z Bogiem. To jest najtrudniejsze, ale jednocześnie od tego wszystko powinno się zaczynać. Zdarza się jednak tak, że wielu przyjmuje wyłącznie zwyczaje i niektóre normy moralne, często te wygodne dla nich. W tym jednak nie ma trudu poznania nauki Chrystusa, naśladowania Jego, bycia Jego świadkiem w świecie.

Obserwujemy ogromny wpływ środków społecznego przekazu na nasze wybory, decyzje i sposób myślenia. Nie będąc jednak dobrze ugruntowanymi w nauce Chrystusa, nie będąc blisko z Nim, często można ulec manipulacji przez tych, którym zależy, aby osłabić chrześcijaństwo. Wielu ludzi otwarcie sprzeciwia się chrześcijaństwu, niektórzy świadomie lub nie przeszli na "wiarę selektywną", czyli wybierają z chrześcijaństwa to, co im pasuje, co jest dla nich wygodne, natomiast zostawili obrzędowość chrześcijańską jak na przykład śpiewanie kolęd w Boże Narodzenie czy święcenie koszyczka w Wielką Sobotę. Dlatego, gdy dziś słyszę głosy, że tak wielu odchodzi od Kościoła, stawiam pytanie czy oni w ogóle byli duchowo w Kościele. Czy już od dawna nie wybrali sobie w Kościele tylko tego, co dla nich wygodne, przyjemne i co im ma służyć? Natomiast, kiedy stawia się pytanie o duchowość i związek z Chrystusem to jest problem.
Ten problem nie jest nowy, nie pojawił się w XXI wieku. Znamy go już od czasów Chrystusa. Tłumy ludzi chodziły za Chrystusem i były świadkami Jego cudów, uzdrowień, wskrzeszeń. Uwielbiały go, ale kiedy Jezus zaczął stawiać wymagania została tylko garstka osób. W Niedzielę Palmową tłum krzyczał z radości „Hosanna”, ale wielu z tego tłumu w Wielki Piątek krzyczało „ukrzyżuj Go”. Patrząc na życie religijne wielu osób, można zaobserwować pewien dualizm.

W codziennym życiu, zachowaniu rodzinnym, zawodowym czy towarzyskim nie zawsze kierują się nauką Jezusa Chrystusa, choć uważają siebie za katolików. To był problem od początku chrześcijaństwa. Każdy człowiek potrzebuje pewnego sacrum, odniesienia do wieczności, pewnych rytuałów, stawia pytania o sens życia.

Nam, duszpasterzom, jest bardzo trudno oceniać. Tylko Bóg jeden wie jakie są motywacje, bo tylko Bóg patrzy w serce człowieka. Tylko On wie ile jest tam tego wyrafinowanego faryzeizmu, ale ile zwykłej ludzkiej słabości, załamania się, tęsknoty. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w ocenianiu i wydawaniu sądów.

Człowieka jest trudno zmienić. Doświadczył tego Jezus, który mimo tylu znaków dobra, cudów i okazywanej miłości, w momencie próby, kiedy Go aresztowano został sam. Uczniowie okazali słabość i strach, wszyscy uciekli. Co zrobił Jezus? Był przede wszystkim cierpliwy. Nie zerwał z nimi kontaktów, nie zabraniał im po swoim Zmartwychwstaniu spotykania się z Nim, nie oceniał, nie robił wyrzutów. Wręcz przeciwnie, szukał ich cierpliwie i z miłością. Zaczął ich zbierać w jedną wspólnotę, ponieważ byli rozproszeni i zalęknieni. Cierpliwie znów ich nauczał, bo wiedział, że potrzebują jedności. Chrześcijanie powinni dążyć do jedności. Tacy sami w pracy, w domu, w Kościele i na urlopie.

Dlatego mamy wszyscy zadanie najważniejsze w życiu. Zadanie, które będziemy wypełniać do ostatniej chwili życia, abyśmy byli chrześcijanami według serca, a nie obrzędu czy obyczajowości. I musimy pamiętać, że na tej naszej drodze nie zostaliśmy sami.... Jezus Chrystus ofiarował nam Ducha Świętego zgodnie z obietnicą: "I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali." (Ez 36, 26-27).